poniedziałek, 16 stycznia 2017

F31 stan 326640 - Dawca Snów


Jak i skąd biorą się złe nastroje przy afektywności? Różnie, zależy od empatii. Czasami wystarczy, że mucha pierdnie na ścianie, zobaczymy wróbelka bez nogi albo słonia bez orgazmu.
Szło mi dobrze - bardzo kurwa dobrze. Do nocy z soboty na niedzielę. Przyszedł znów dawca snu. Dawcą snu nazywam sen po którym żałujemy, że się obudziliśmy. Mniewem tak, rzadko ale miewam.
Mam normalne sny, ani koszmarów - ostatnio nawet erotyków nie mam. Jak mam erotyki jest tam moja żona. Więc co się wydarzyło?
W sobotę spotkałem znajomą ze szkoły. Zawsze była najładniejsza w całej szkole - niektórzy tak mają. Nigdy nie umawiałem się z takimi dziewczynami bo.... bo nie umiałem kochać, bo się bałem, bo... ale zawsze te najładniejsze były moimi znajomymi i przyjaciółkami.
Wracając do dawcy snu. Nałożyło się w śnie kilka moich marzeń, utęsknień i niespełnień. 

Pierwsze. Nie jestem stary, ale już też nie młody. Sam nie wiem ile już mam lat, ale we śnie miałem tyle lat co w ostatniej klasie liceum czyli po 18.

Drugie. Akcja snu tyczyła się w USA w miejscu gdzie było ciepło - myślę, że to była Kalifornia. Zawsze chciałem żyć w Kalifornii w latach 50/60. Tak własnie było - takie lata to miejsce na świecie i szkoła z filmu "Powrót do przyszłości". 

Trzecie kochająca osoba - tego mi brakowało w tych czasach. 

Cisza!!! Światło!!! AKCJA!!!!!!!!!!!!...............

Stoję na korytarzu tej szkoły, jest ciepło. Widzę przez wielkie drzwi wejściowe zieloną trawę, błękitne niebo i rosnące palmy. Nie ma ludzi bo zaraz będzie przerwa. Dzwonek -  zaczyna się ruch, ludzie idą - każdy w swoją stronę. Ja stoję i czekam. Idzie Ona (wyobraźcie sobie najlepszą lufę jaką widzieliście w życiu - tak własnie ta moja znajoma wygląda) - wysoka, ciemne włosy, ciemne oczy, ciemna karnacja (coś czego zawsze szukam u kobiet). Przychodzi i przytula mnie :/ Cóż mogę powiedzieć wiem to tylko sen ale czułem się dobrze. Ludzie patrzyli na nas a dla niej istniałem tylko ja. Za to, że jestem nie że coś mam jestem kimś czy może wyglądam tak a nie inaczej. Chyba tego szukałem w liceum. Głaszcze mnie po policzku i mówi "nie wiem czy dałabym radę żyć bez ciebie" uśmiecha się, głaszcze po policzku. Patrzę w jej oczy i mówię coś przedziwnego "czekam na ten moment kiedy powiesz mi, że jest ktoś inny i grasz na dwa fronty żeby mi nie było przykro". Zapada cisza. Skrzywdziłem ją, pojawiły się łzy w jej oczach - ale nie dlatego, że odgadłem jej sekret ale, że tak naprawdę to kochała mnie a ja jej nie ufałem. Nagle przypomina mi się, że jest dziewczyna, którą ja kocham (moja nie doszła w tym momencie żona). Mówię ale moje dzieci! Ja mam żonę i dzieci. Wybiegłem szukać mojej żony/nie żony i nie było jej i zrozumiałem że nie będzie moich dzieci a dodatkowo straciłem to co miałem przed chwilą.

No i co smutnego w tym? Chuj, nic! to nie chodzi, że przegrałem coś, że nie jestem z kimś innych. Nie chodzi o ty, że nie kocham żony, że mam ochotę na skok w bok czy też, że kocham ta znajomą. 
Moja żona jest równie piękna jak ta znajoma, ale ja w środku cały czas czuję się źle. Boję się uciekających lat bo chciałbym być ciągle młody. Żyję ze strachem że żona odejdzie ode mnie - że powie lub że jest ze mną z litości lub jest ktoś inny... biorąc pod uwagę nasze ostatnie stosunki łóżkowe - czuję się odrzucony. Jestem uzależniony od seksu, każdy dzień to wyzwanie i wg mnie dowód mojej miłości. A jednak strach. 
Ciesze się gdy żona pozwala mi widywać inne kobiety - być z nimi samemu i wie, że jestem uczciwy. Ja ciesze się z ciebie, że widzę piękną kobietę która jest strawą dla oczu i mogę z nią rozmawiać bez złych myśli. 
Sen - to tylko sen. Wystraszyłem się go i przygnębił mnie. 


0 komentarze:

Publikowanie komentarza